Dobra zmiana

Nic tak nie pobudza mózgu do pracy, jak robienie czegoś nowego. W momencie, gdy wydaje nam się, że przestaliśmy się rozwijać, a testowanie czy BJJ przestały sprawiać przyjemność to znak, że najwyższy czas na zmianę. Nie drastyczną, nie na stałe, tylko po to, żeby pobudzić mózg do działania i za jakiś czas wrócić do pierwotnych zajęć z pełną werwą.

BJJ nie jest jedyną słuszną sztuką walki. Boks tajski, MMA, Kickboxing, a może siłownia? Każda z tych aktywności będzie miłą odmianą od treningu parterowego. Inne mięśnie zostaną zaprzęgnięte do pracy, inaczej trzeba będzie balansować ciałem. Zdobędziemy nowe umiejętności, poprawimy koordynację i przekonamy się, czy forma zdobyta ma macie ma przełożenie na inne sporty.

Co powinien zrobić tester w chwilach stagnacji? Zacząć programować? Blogować? Kręcić filmy na YT. Tutaj odpowiedź nie jest prosta. Ciężko jest zacząć programować tak, żeby już od samego początku mieć z tego radość. Blogowanie to też nie jest zajęcie na 2 tygodnie. Może zacząć się uczyć nowego języka obcego? Rozpocząć naukę gry na instrumencie? Każda aktywność jest dobra, byle tylko oderwać się od rutyny testowania.

No dobrze, a co z aktywnościami biernymi? Może lepiej odpuścić sobie sporty i zacząć oglądać seriale? Tyle fajnych filmów jest do obejrzenia i książek do przeczytania. Już nie wspomnę ile rodzajów piwa jest do spróbowania! Wszystko jest dla ludzi, jeśli używa się tego z rozsądkiem. Możesz wypić dwa piwa, iść na trening, potem pouczyć się chińskiego i na końcu obejrzeć serial w HBO. Jeśli tylko to pobudzi Cię do działania, to droga jest otwarta. Ty znasz siebie, wiesz jak reagujesz na dany bodziec. Cokolwiek robisz, rób to z głową. Ja wybrałem boks tajski i język hiszpański.

 

Jak testować coś nowego?

Nikt nie wie wszystkiego. Nie ma osoby, która na poziomie zaawansowanym umie przetestować wszystko. Webówka, aplikacje mobilne, aplikacje desktopowe, backend, frontend, testy sprzętu – tego jest po prostu za dużo. Co więc zrobić, kiedy jesteśmy wrzucani do projektu, gdzie musimy zająć się rzeczami o których nie mamy pojęcia?

W BJJ, zanim zastosuje się nową, nieznaną wcześniej technikę w walce powtarza ją się w nieskończoność na treningu. Zaczyna się og oglądania, jak wykonuje ją trener. Następnie ćwiczy się ją z partnerem, starając się „złapać ruch”. Następnie coraz płynnie, przy zachowaniu koordynacji i detali. Kolejny krok to walki zadaniowe, gdzie przeciwnik stawia czynny opór ale nie na 100%. Powyższe działania trzeba powtórzyć 100 razy, po czym można uznać, że dana technika nie jest nam obca. Oczywiście wykonywać dźwignię/duszenie/sweepa na treningu a wykonywać w walce to dwie zupełnie różne rzeczy. Jak w większości przypadków potrzeba czasu, cierpliwości i systematyczności.

No dobra, a co z testowaniem oprogramowania? Mam iść do seniora i powiedzieć: Ej, stary! Jak się testuje mobilki, pokarzesz mi parę sztuczek? – Słabe, co nie?. Człowiek najwięcej się uczy robiąc rzeczy samodzielnie. Osobiście zacząłbym od google.com oraz youtube.com. Z pewnością problem, który dla nas jest oryginalny, nie raz i nie dwa był przerabiany już w Internecie. Na początek, trochę teorii. Co będziemy testować? Czy ekspert z dziedziny QA wygłosił może konferencję na interesujący nas temat? Czy są jakieś filmiki szkoleniowe, na których ktoś pokazuje, jak należy testować. Jakich narzędzi pomocniczych będę potrzebował? Postmana, Jmetera?

Teorię mamy już za sobą. Pora przejść do praktyki. Na całe szczęście, istnieją środowiska testowe. Tam możemy zacząć przygodę z czymś nowym od najprostszych rzeczy. Testujesz API? Wyślij najpierw jedno, najprostsze zapytanie GET i zobacz, co i w jakiej formie dostaniesz w odpowiedzi. Aplikacja mobilna? Włącz, obróć ekran, przeskroluj, zapytaj się analityka, co ona ma robić. Testujesz sprzęt? Podłącz go do prądu (tak, zdarzyło się znajdywać błędy, związane z tym, że sprzęt elektroniczny lepiej działa, jak się go podłączy do źródła zasilania).

Zasada mówi: od ogółu do szczegółu. Stopniowo wchodź coraz głębiej w funkcjonalności, poznawaj nowe rzeczy i nie bój się zadawać pytania. Jeśli myślisz, że programista ma już Cię dość, to z pewnością nie znasz tych, z którymi ja pracujęJ Wiem, że mają mnie serdecznie dość, ale gdy czegoś nie wiem, to się pytam, a nie domyślam. W końcu razem odpowiadamy za jakość produktu, który dostarczamy.

Z pewnością, im mamy więcej doświadczenia, tym łatwiej będzie nam z nowymi rzeczami. W BJJ mamy pamięć ruchową, czyli pewne czynności robi się automatycznie i nie trzeba się na nich skupiać. W testowaniu oprogramowania wiele rzeczy jest wspólnych, niezależnie od tego co testujesz.  Każda nowa rzecz, to wyzwanie, z której płyną same benefity. Pytanie, jak szybko będziemy spijać śmietankę z efektów naszej pracy?

Cztery metody powrotu do formy.

Kontuzje, wypadki losowe, L4. Lista rzeczy, która może uniemożliwić pracę i treningi jest długa. Przerwa od trenowania ciała i umysłu może trwać nawet miesiącami. Jak wrócić do pełnej formy po dłuższej przerwie?

Znasz to uczucie, kiedy przychodzisz na matę i jedynym pomysłem jaki masz podczas walki to balacha z gardy? Berimbolo? To chyba była nazwa drinka. Rolling panda na rozgrzewce? To jakiś taniec nowoczesny?

Wracasz do pracy, a jakiś junior pyta się ciebie o 7 zasada testowania. Coś tam było w sylabusie ISTQB, który zdawałeś 10 lat temu. Przypominasz sobie trzy a potem symulujesz kaszel, aby jak najszybciej móc się oddalić. Co więc robić? Jak żyć?

  1. Rozciągaj się

Wielu zawodników traktuje rozciąganie jak homeopatię. To po prostu wymysł jakiś znachorów i nie ma prawa działać. Traci się tylko cenny cza, podczas którego możnaby zrobić masę. Nic bardziej mylnego. Rozciąganie jest bardzo skuteczne i pozwala utrzymać ciało w dobrej kondycji, nawet wtedy gdy nie możemy normalnie trenować. W zdrowym ciele zdrowy duch. Łatwiej jest wrócić do pracy i na matę, gdy mimo wszystko człowiek się trochę porusza.

  1. Trening mózgu

Mózg też można, a właściwie trzeba trenować. Czy to oglądanie walka na YT (walk BJJ, nie kotów, wypadków, seriali, tylko walk najlepszych zawodników na świecie), czy rozwiązywanie sudoku, taki trening pozwoli w łatwiejszy sposób wrócić nam szybciej do pełnej formy. Oglądanie prelekcji z konferencji testerskich? Czemu nie. Jak nie teraz to kiedy?

  1. Back to basics

Powrót do podstaw. Nie ma lepszego pomysłu na spędzenie czasu jak powtórka absolutnych podstaw. Książka Adama Romana „Testowanie i jakość oprogramowania” może nie jest najlepszą lekturą do poduszki, ale skrypt ISTQB już tak. Przypomnienie sobie podstawowych sweepów i technik kończących jest jak najbardziej wskazane.

  1. Nakręcanie się na powrót

Ostatnie metoda. Wizualizacja tego, co się będzie działo po powrocie. O czym będziesz gadał z kumplami na treningu? Że znowu przytyłeś, pfu! Zrobiłeś masę? Że symulowałeś? Że znowu Cię żona z domu puścić nie chciała? A w pracy? Że projekt żyje i ma się dobrze, klient jest zadowolony, a Twoja obecność w cale nie jest niezbędna, tak jak się to PMowi wydawało. Że znowu bug na produkcji wyszedł o 2 w nocy, lub co gorsza, automat do kawy się zepsuł.

Czy stosowanie się do powyższych zasad pomoże? Z pewnością! Jestem tego przykładem. Najgorsze to nic nie robić. Wiem, że dobry serial nie jest zły, ale warto poświęcić trochę czasu na inne rzeczy. Wysyłek niewielki, a benefity ogromne. Osssss!

Syndrom jednej techniki

Każdy z nas ma swoją ulubioną technikę. Jeden dusi trójkątem, drugi wyciąga dźwignię na staw łokciowy, a jeszcze inny nie może żyć bez mataleo (duszenie zza pleców). Podczas walki uparcie dążą aby zdobyć pozycję i wykonać swój jeden ulubiony ruch. Ok, mam to sens na zawodach, gdzie liczy się zwycięstwo. Natomiast na treningu – niekoniecznie. Rozumiem, że trzeba doskonalić techniki, ale naprawdę, czy warto powtarzać w kółko jeden i ten sam schemat? Po pierwsze po paru treningach wszyscy już będą wiedzieć co szykujesz w swoim arsenale technik i nikt nie da się na nią złapać. Po drugie, aby się rozwijać trzeba próbować cały czas czegoś nowego. Powtarzanie w kółko tego samego będzie działać tylko w przypadku nowych przeciwników, którzy Cię nie znają.

W testowaniu mamy na to określenie „paradoks pestycydów”. Polega on na tym, że po pewnym czasie nasze oprogramowanie uodporni się na nasze przypadki testowe i nasze testy przestaną wykrywać błędy. Aby testy były skuteczne co jakiś czas trzeba je zmieniać lub modyfikować. Software, który masz do przetestowania jest Twoim przeciwnikiem. Możesz go pokonać raz i drugi używając swojej ulubionej techniki testowania i wznosząc się na wyżyny testerskich możliwości. Jednak przyjdzie dzień, gdzie Twoje testy okażą się bezużyteczne.

Masz więc do wyboru: Trenujesz i wykonujesz w kółko ten sam schemat raz za razem doprowadzając technikę do perfekcji. Czujesz się niepokonany, dopóki nie okaże się, że ostatni raz odklepałeś miesiąc temu białego pasa, który dopiero pierwszy raz przyszedł na trening.

Alternatywą jest rozwijanie swoich umiejętności. Próbujesz cały czas czegoś innego, doskonaląc siebie jako zawodnika. Testujesz za pomocą testplanów, test casów, analizując wszystko krok po kroku zgodnie z dokumentacją? Może warto spróbować testów eksploracyjnych? Automaty, automaty liczą się tylko automaty! A może jednak warto raz przeklikać wszystko ręcznie? Twoje automaty odkryją spadek wydajności? Wszystkich kończysz duszeniami? Może warto poćwiczyć dźwignie? Jak będziesz trenował i testował zależy tylko od Ciebie.

Seminaria i szkolenia

Wśród pracowników biurowych tzw. „korposzczurów” bardzo pożądanym elementem pracy są szkolenia. Zwłaszcza te teoretyczne. Najlepiej o soft skillach. Wystarczy przyjść, posłuchać, dostać certyfikat i wyjść. To wszystko w godzinach pracy za stawkę 100%. Człowiek nic nie musi robić, a pieniążki lecą. Czy wiedz się przyda? Czy można ją będzie wykorzystać w praktyce? Nie jest to ważne. Ważne jest, że firma płaci, a korpuszczur zrobi wszystko, żeby zarobić, a się nie narobić.

Co innego jest ze szkoleniami praktycznymi, lub takimi, za które chociaż częściowo trzeba zapłacić. Tutaj pracownik dobrze się zastanowi, czy jest sens inwestować swoje pieniądze. A co jeśli po szkoleniu jest egzamin? Trzeba będzie się uczyć samemu w domu! Może jednak warto się rozwijać i poznać coś nowego, nawet jeśli na razie zdobyte umiejętności nie zostaną użyte w praktyce? Chociaż z drugiej strony…W końcu mamy efekty bazując na tym, co już znamy i nie ma sensu robić inaczej. Co ten trener/coach/nauczyciel może wiedzieć? Mój projekt jest specyficzny i nic z tym nie da się zrobić.

W BJJ od czasu do czasu organizowane są seminaria. Przyjeżdża znany, doświadczony czarny pas, który przez 4h pokazuje nowe techniki. Po krótkim pokazie można je przećwiczyć. Niestety seminarium nie wolno nagrywać, nie dostaje się też żadnych materiałów. Co zapamiętasz – to Twoje.

Ile ze zdobytej wiedzy wykorzystasz w praktyce? Poznałeś nowego sweepa z półgady? Przecież masz już swojego konika w tym temacie! Po co Ci coś nowego? Kolejne zajście za plecy? No prośba! Ile ja będę musiał to ćwiczyć? Znowu 1000 powtórzeń na każdą stronę, żeby w ogóle móc użyć to w walce?

A może jednak wykorzystam to, czego się nauczyłem? W końcu seminarium nie prowadzi byle kto. Przeważnie jest to mistrz świata z większa ilością tytułów niż ilość znalezionych przez Ciebie błędów. To znaczy, że to, co pokazuje, działa. Dodatkowo seminaria są płatne przez uczestników. Żaden klub nie dokłada się do nich. 100% płacy spoczywa na uczestniku, co oznacza, że seminarium wybiera się bardzo starannie, tak, żeby móc z niego jak najwięcej skorzystać. Tracisz swój czas, czasami musisz brać specjalnie urlop, więc jak już idziesz to po to by się czegoś nauczyć, a nie żeby się pokazać i móc chwalić, że byłeś na seminarium. Prawda?

Pasy (certyfikaty) nie walczą

W Brazylijskim Jiu Jitsu wraz ze wzrostem umiejętności zawodnikowi może zostać nadany wyższy pas, potwierdzający jego wiedzę, doświadczenie i umiejętność zastosowania technik w praktyce. Możliwe do zdobycia pasy to:

  • biały
  • niebieski
  • purpurowy
  • brązowy
  • czarny

Ulepszając swoją technikę oraz zdobywając nowe umiejętności stajemy się coraz to lepszymi zawodnikami. Nominacja na wyższy pas jest ukoronowaniem trudu, włożonego w treningi i z pewnością motywuje do dalszej pracy.

Wśród całej społeczności BJJ znane jest jednak powiedzenie:

Pasy nie walczą.

Oznacza to, że zawodnik z niższym pasem może, bez problemów, pokonać bardziej doświadczonego przeciwnika. Dzieje się tak, ponieważ często zawodnicy są przetrzymywani na niższych pasach (o powody pytajcie trenerów). Innym czynnikiem jest fakty, że niektórzy po prostu nam „nie leżą” i ciężko się z nimi walczy. Poziom w klubach też jest różny, a co za tym idzie umiejętności wymagane na wyższy pas w jednym klubie mogą być nie wystarczające w innym. Nierzadko zdarza się też, że na trening przychodzą zapaśnicy, lub zawodnicy MMA, którzy potrafią pokonać nawet wytrawnego zawodnika.

Podobnie sprawa wygląda z certyfikacją testerów. Organizacja ISTQB oferuje certyfikaty na różnym poziomie zaawansowania, które „teoretycznie” potwierdzają kwalifikacje. Piszę teoretycznie, ponieważ certyfikat ISTQB można zdobyć nie przeprowadzając w życiu ani jednego testu! Czy w takim razie posiadanie certyfikatu ISTQB świadczy o naszych umiejętnościach czy tylko o zdobytej wiedzy?  Podobne pytanie można by zadać zawodnikom BJJ, którzy kupują wyższe pasy przez internet! (tak jest taka możliwość, wystarczy zapłacić i wysłać filmik, na którym wykonuje się techniki)

Co innego jest wiedzieć jak coś zrobić, a co innego zastosować wiedzę w praktyce. Jednym z przeciwników certyfikacji jest James Bach, który uważany jest za eksperta i guru z dziedziny testowania oprogramowania. Nie posiada on żadnego certyfikatu, a jednak  jego umiejętności i wiedza jest ceniona na całym świecie. Takich przykładów można mnożyć. Czy to biały pas vs czarny pas, czy też pojedynek testerski seniora z czterema certyfikatami ISTQB i juniora, który w życiu jedyne co testował to telefon na rozmowie kwalifikacyjnej, wyniku nigdy nie da się przewidzieć.

Czy w związku z tym posiadanie certyfikatu czy też wysokiego pasa o czymś świadczy? To zależy. Najważniejsze jest podejście zdroworozsądkowe i uświadomienie sobie czego tak naprawdę się chce. Sławy, wiedzy, umiejętności, poklasku czy wszystkiego po trochu. .

Dobry tester to teoretycznie dobry wojownik.

Nauka technik w BJJ nie różni się zbytnio od testów w typowym modelu V.

Na początku obserwujesz jak trener pokazuje technikę – to testy dokumentacji, oglądasz i wyłapujesz niuanse, szczegóły techniczne, możliwe wariacje i kontry.

Potem następuje ćwiczenie danej techniki w parach – to testy integracyjne, gdzie próbujesz samą technikę na partnerze, który nie stawia oporu. Powtórzenie za powtórzeniem, aż zacznie wychodzić.

Potem następują testy  systemowe, gdy daną technikę wykonujesz przy oporze przeciwniki, podczas rodizjo bądź walk sytuacyjnych, gdzie łączysz ją z innymi technikami.

Na końcu sprawdzian ostateczny. Testy akceptacyjne, w walce podczas randori. I dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, że Twoja technika jest nic nie warta, gdy twój przeciwnik ma 100kg wagi i wyznaje zasadę „Prawdziwa siła techniki się nie boi”.  Winter is coming…, czas robić masę.