Mobilki jak mnie słychać?

Zigi po cichu zakradł się do szafki ze sprzętem. Była godzina 8:01, a od ósmej jest możliwość pobierania sprzętu. Nikt przed nim jeszcze pewnie nie myszkował. Zdecydowanym ruchem pociągnął za uchwyt i otworzył półkę. Jego oczom ukazała się cała gama telefonów. Samsung Galaxy S3, S6, S7, Iphony od 5 do 7, parę Nexusów i LGków. Jego uwagę przykuł jednak Iphone 7 Plus, na którego to właśnie ostrzył sobie zęby. Taki wybór, istny raj dla testera! Klient nie sprecyzował, na jakim sprzęcie chce mieć sprawdzoną aplikację, więc Zigi miał spore pole do popisu. Podniósł Galaxy S7, Iphona 7 Plus i Microsoft Lumie. Tą ostatnią bardziej z ciekawości, jako relikt przeszłości. Obrócił ją klika razy, zważył w dłoni i z szyderczym uśmiechem odłożył na miejsce. Nikt, nie robi aplikacji na Windows Phone’a. Nikt.

Zadowolony z łupów odwrócił się i podszedł do notatnika, gdzie kwitowało się pobrany sprzęt. Był pewny, że jego nazwisko będzie pierwsze na liście. Niestety na pierwszej pozycji widniała Kasia, która pobrała Ipada pro – nieźle. Godzina pobrania: 7:50. „A to jędza!” – wyzywał w duchu Zigi. – „Niby sprzęt pobieramy od ósmej, ale widać znajomości robią swoje. Dobrze, że jego ukochane telefoniki nie zostały zabrane.” Szybko zakończył formalności i wrócił do biurka. Czas zacząć testy.

Jako pierwszy na warsztat poszedł Android. Zigi przytrzymał przycisk parę sekund, jednak na ekranie nic się nie pojawiło. „Znowu ktoś odłożył rozładowany sprzęt” – tym razem swą irytację wyraził już na głos. Później sprawdzi kto wczoraj używał Samsunga i obsmaruje go w mailu. Teraz miał jednak ważniejsze rzeczy na głowie. Wczoraj developerzy wypuścili aplikację zarówno na Androida jak i iOSa. Prosta – raptem kilka ekranów, plus prosty formularz rejestracji. Raczej powinna działać i być łatwa do sprawdzenia manualnego – nie ma sensu automatyzować. Podłączył telefonik do PC i wcisnął ponownie odpowiedni przycisk. Tym razem logo Samsunga rozbłysło na ekranie. Po chwili telefon już był gotowy do testów. Wgranie aplikacji nie przysporzyło żadnych problemów. Pierwszy test z głowy. Instalacja – passed. Później powtórzy to jeszcze parę razy, teraz jednak chciał przelecieć na szybko wszystkie ekrany, aby upewnić się, że basic flow działa bez problemów.  Działa. Programista vs Tester 1:0. Aplikacja wyglądała na dobrze zrobioną.

Teraz mógł na poważnie wziąć się do pracy. Najpierw wykonał scenariusze z wcześniej przygotowanego test planu. Znalazł kilka minorów i dwa majory – nic specjalnego. Wszystko odnotował w Jirze podając kroki potrzebne do reprodukcji, wersję androida i urządzenie. Następny krok to testy eksploracyjne. Szczególnie dumny był z tego, że udało mu się przekonać do nich klienta. Po ostatniej akcji, gdy za ich pomocą znalazł kilka krytycznych błędów, klient chętnie płacił za dodatkowe godziny poświęcone na ten rodzaj testowania. Kilka minut testów i Jira wzbogaciła się o kolejne kilka bugów. Teraz tylko korzystając z zasady „bug clusteringu” dokładniej przejrzy jeden obszar i testy Androida będzie mógł uznać za zakończone. Sześć godzin i dwie kawy później testy były skończone. Rezultaty tez były zadowalające. Aplikacja była dobrze zrobiona, a możliwość bawienia się drogim sprzętem była dodatkowym atutem. Testy w pionie, poziomie, gesty – wszystko sprawdzone. Mizianie telefonu można było uznać za zakończone. Dokończenie formalności zostawi sobie na jutro. Teraz pora na Appla.

Do sprzętu z nadgryzionym jabłkiem Zigi zawsze miał mieszane uczucia. Niby sprzęt był dobry i działa bez zastrzeżeń, jednak z jakiegoś powodu Zygfryd go po prostu nie lubił. Może to przez cenę, może przez to, że sprzęt był uwielbiany przez hipsterów i innych dziwolągów. Tak czy owak przetestować trzeba. Zigi włączył telefon i poczekał na załadowanie się pierwszego ekranu. Jego oczom ukazała się informacja o dostępnej aktualizacji systemu. W tym momencie zadrżał, a jego plecy oblały się zimnym potem. Z drżeniem rąk odłożył IPhone’a i podniósł Galaxy S7. Szybko sprawdził zainstalowana wersję androida. 6.0 Marshmallow. Z rosnącym napięciem otworzył dokumentację, zawierającą wymagania od klienta. Sprzęt nie był sprecyzowany, ale wersja Androida już tak: 5.0 Lollipop. Sytucja nie wyglądała na ciekawą. Jak to się stało, że zapomniał sprawdzić wersji software? Był pewnie, że jeszcze wczoraj zainstalowana była wersja 5.0. Pewnie ktoś bez jego wiedzy i informowania kogokolwiek zaktualizował telefon do najnowszej wersji. Sześć godzin testów do kosza. Trzeba wszystko zaczynać od początku. Zygfryd spojrzał na zegarek – 16: 30, pora oddawania sprzętu. Po tym czasie szafka ze sprzętem była zamykana. Trzeba będzie jutro się sprężyć i przetestować od początku Androida plus iPhona. I tak osoba, która zaktualizowała mu telefon będzie miała ostro przesrane. Tak łatwo tego nie popuści.

Zigi zerwał się z krzesła i pobiegł do szafki. Wyciągnął pierwszy z brzegu telefon z Androidem i wrócił do biurka. Oby ten miał wgraną wersję 5.0. Miał. Wkurzony na maksa wrzucił aplikację i kliknął w ikonkę. Przez chwile zobaczył pierwszy ekran powitalny, po czym aplikacja się wysypała i jego oczom znów ukazał się ekran główny. Pięć prób później efekt był taki sam. Crash aplikacji przy start-upie.

Jutro zapowiada się ciekawy dzień. Pełen nadgodzin. Darmowych nadgodzin…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*